Front babciny, czyli gerontologia w praktyce

środa, 21 września 2016

Front babciny czyli gerontologia w praktyce. Odc. 90 - Światowy Dzień Chorych na Alzheimera

Jakoś nie ogarnęłam w ostatnich dniach, że zbliża się to święto. A jednak poprzednie posty idealnie wpisały się w Światowy Dzień Chorych na Alzheimera. W necie o tym cisza. Nie wiem, jak w innych mediach. Mało chwytliwy temat. W Polsce jest ponad 250 tysięcy chorych. Przy 38 milionach mieszkańców to jednak niewiele. Ale nie o tym.

Babcia z okazji dzisiejszego święta wczoraj dostała Nutellę. Trochę bezwiednie mi to wyszło, ale najważniejszy jest rezultat .

Na tę okoliczność została dzisiaj wykąpana. Nawet zbytnio nie protestowała. Na obiad dostała zupę i oczywiście wyjadła "gęste", pomidorówkę z resztą klusek zostawiając w miseczce. Ale! Olśniło mnie i od razu to przetestowałam. Babcia będzie udowadniała mi, że potrafi pić przez słomkę. Oczywiście przedmiotem tego udowadniania będzie zupa. Dziś wciągnęła niewiele, bo była najedzona, ale mam nadzieję, że słomki w naszym domu czeka świetlana przyszłość. Póki co babcia od kilku godzin regeneruje siły po tej jakże hucznej imprezie.

W Rossmannie dali jakiś koci przysmak przy zakupach kociego żarła. Jak widać świętowanie rozciągnęło się na wszystkich domowników.

Czeka nas niedługo opiekuńcza papierologia. Chciałam dziś pobrać te 3 kilogramy druków do wypełnienia, ale nie byłam w stanie przedrzeć się przez dziki tłum w Biurze Świadczeń Rodzinnych. Będzie jednak trzeba to szarpnąć.

No. Taki dzień.

poniedziałek, 19 września 2016

Front babciny czyli gerontologia w praktyce. Odc. 89 - Nieprzeciętne.

Dziwnym trafem odkryłam wczoraj forum dla opiekunów osób z Alzheimerem. I się naczytałam. O lekach, których nazwy pierwszy raz na oczy widziałam, na które opiekunowie wydają mniejsze lub większe fortuny, a które oczywiście są zmieniane na każdym etapie choroby. O wożeniu podopiecznych po lekarzach, robieniu tomografii komputerowych i innych kosmicznych badań. O walce z chorobą, z którą wygrać się nie da, a tym samym walce ze śmiercią, na którą nie ma zgody, a ona przecież i tak nastąpi. Prędzej czy później ten człowiek po prostu umrze. Może to leczenie przedłuży jego egzystencję o rok lub dwa. Ale co to za życie w ciągłej tułaczce po lekarzach, stresie, bo nie wiadomo, co się dzieje, a przecież jednak coś się dzieje. Co to za życie z opiekunem, który jest totalnie wycieńczony psychicznie (moje "mam dosyć" wydaje się przy tych sytuacjach lekką niedyspozycją).

Mamy to niesamowite szczęście, że babcia jest w grupie osób z AD, które nie są agresywne. 40-50% przypadków chorych na Alzheimera stosuje przemoc wobec swoich opiekunów. Potrafią gryźć, drapać, bić, rzucać przedmiotami itd. Babcia ma humory. Strzela fochy. Kiedy jej choroba była mniej zaawansowana, rzuciła krzesłem w trakcie jednej z jej licznych histerii. Albo tak trzasnęła drzwiami, że aż huknęło. To nie był najłatwiejszy czas i dla mnie postęp choroby okazał się jednak błogosławieństwem.

Wiedziemy zatem dość stabilne życie, w którym mam czas na regenerację. Kiedy wychodzę z domu, nie myślę o babci. Bo po co? Niezależnie od tego, czy będę 100 metrów czy 100 kilometrów od domu, moim myśleniem nic nie zdziałam, nie pomogę. Może w tym czasie zdarzyć się wszystko, może nic się nie zdarzyć. Ale kiedy nie myślę, kiedy się restartuję, pomagam przede wszystkim sobie, a pośrednio także babci. Nie ma nic lepszego niż wyluzowany opiekun ;). Nie wydzwaniam, nie dopytuję, czy wszystko ok. Jeśli wydarzyłoby się coś naprawdę poważnego, dostałabym informację. Kiedy zamykają się za mną drzwi,w pewnym sensie przestaję być opiekunką. 

Raczej nie możemy z babcią robić za wzór. Każdy po swojemu radzi sobie z tą chorobą. Lepiej albo gorzej. Może niemal totalne olanie służby zdrowia nie jest najlepszym rozwiązaniem. Ale u nas po prostu się sprawdza (chociaż jak się naczytam takich różnych rzeczy, to mam jednak pewne wątpliwości ;)). Ale nie jestem panem życia i śmierci babci. Potrzebowałam czasu, żeby to zrozumieć. Wypuścić to z rąk. Chyba trochę się udało, chociaż trudno obiektywnie ocenić swój własny stan psychiczny. Jednak nie sypią mi się relacje, zamiast potępiającego wzroku znajomych mamy fanów na fejsiku i w blogosferze, W miarę możliwości realizuję swoje pasje. I mogę ucieszyć się różnymi rzeczami. Jak ten niedawny poranek z książką, Alzheimerem i autystykiem :).










niedziela, 18 września 2016

Front babciny czyli gerontologia w praktyce. Odc. 88 - Alzheimer jest kolorowy - mały spacer po otępieniu starczym.

Nie potrzeba wiele. Naprawdę. Ostatnio czytałam trochę na temat opieki nad osobą z Alzheimerem. Popełniam wiele grzechów w tym temacie. Chociaż poprawność polityczna, za której niestosowanie dostałam ostatnio po uszach, nakazywałaby napisać, że wszystko wypełniam jak ta lala; a tu bardziej tralalala. No cóż. Nie umiem serwować posiłków o stałych porach. Czasem obiad wstrzeli się około 14.00. Czasami. Tak, babcia (o, zgrozo!) dostaje produkty mleczne. Piszą, że nie powinna ich strawić. Trawi. Nie mielę wszystkiego na papkę, nie gryzę za nią i nie przeżuwam. Wprawdzie nie dostaje krwistej wołowiny czy czegoś podobnego, ale z całą resztą sobie radzi. Trawi. Nie dostaje 4-5 posiłków dziennie. Dostaje trzy. Przynajmniej dwa z nich zjada na dwie lub trzy raty - jak to przeliczyć? Mamy jednak pewien sukces - pozwalam jej jeść rękoma, więc dzięki temu je samodzielnie. To wypełniamy książkowo. Proszę o fanfary. 



W łazience przez noc świeci się jednowatówka - to też możemy odhaczyć na plus. Babci pokój jest najbliżej łazienki (książkowo). Chociaż akurat ten pokój trafił się jej z innego powodu - był najmniejszy. Jest to jego wielka zaleta - w mniejszym pokoju trudniej jest się zgubić (co i tak się niekiedy zdarza).

Nie mamy całego mieszkania wyłożonego matami antypoślizgowymi. Na szczęście babcia sama o to dba. Zapluta resztkami jedzenia podłoga jest czasami tak brudna, że nie sposób się na niej poślizgnąć. Nie okleiłam też wszystkich krawędzi miękkimi szmatami. Liczę w tym względzie na Opatrzność. Nie mam szafek na środki czystości zamykanych niczym sejfy. Kolejne zadanie dla Opatrzności. Zamykam jednak dopływ gazu do kuchenki, żeby zabawa kurkami nie skończyła się wysadzeniem w powietrze bloku. Od paru lat to wystarcza. Naprawdę.

Służbę zdrowia całkiem sobie odpuściłam. Już osoby 80+ w naszym systemie są persona non grata, a co dopiero 90+. Plus stres. Dużo stresu. I dla mnie, i dla niej. Robienie nic wychodzi nam na zdrowie. Na przykład po wakacjach słuch babci wrócił. Nastąpiło cudowne samowyleczenie stanu zapalnego. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, by mieć w nosie lekarzy. 

Moja teoria jest taka: nawet najbardziej fachowa, sterylna i książkowa opieka nie zastąpi miłości i czułości. Babcia to ma. Ma przytulania, głaskanie i całowanie. Nie zawsze jestem dla niej miła. Nie zawsze się da. Nieskończona cierpliwość jest fikcją. Ale miarą jest fakt, że babcia nie ma depresji. W granicach mieszkania i bezpieczeństwa własnego oraz otoczenia (a także mojej cierpliwości) może robić, na co ma ochotę. Wychowanie bezstresowe poziom hard. Nie jest intruzem. Jest domownikiem. Pogłębia się jej otępienie i wycofanie, ale jest spokojniejsza, bardziej ugodowa i uległa. Ma swój świat i nikt na siłę go z niej nie wyrywa. 

Może jest kolorowy. Bo babcia lubi kolorowe rzeczy. Dostała ostatnio nowe gify. Trochę żuliłam, bo wiadomo - aż tak bardzo ich brak nie byłby dla babci bolesny, ale ostatecznie się szarpnęłam. Tacka jest po to, żeby nie rozpierdzielała jedzenia i picia w promieniu kilku lat świetlnych.











środa, 22 czerwca 2016

Front babciny czyli gerontologia w praktyce. Odc. 87 - Ekonomia.

Życie tanie nie jest. Wiadomo. Trzeba na przykład jeść, a to kosztuje. Eko jedzenie to już w ogóle jest jakaś abstrakcja. Ponadto ile kilogramów pomidorów i jabłek, tudzież innych rzeczy, można zjeść nim się zepsują? Nie podoła się hurtowym ilościom. A takie ilości czasem dostajemy. Głupio więc, żeby się zmarnowały. Sezon przetworowy zatem znów szeroko otworzył przed nami swoje podwoje. Póki co babci jeszcze nie angażowałam. Ale raczej nie uniknie roli taniej siły roboczej. Na razie konsumuje odpady przetwórcze. Żeby nic się nie zmarnowało. Ale nie narzeka - nawet jest zadowolona. Nie trzeba nigdzie tego zgłaszać. Otóż sprawa przedstawia się następująco. 

Postanowiłam zrobić sok jabłkowy. W antycznym niemal sokowniku. Rok temu robiłam sok winogronowy i sprawdził się rewelacyjnie. Dla niezorientowanych - przy robieniu soku jabłka jako "uduszona" masa zostają w górnej części sokownika, na dole jest sam sok i trochę owocowych pypci. Jakoś tak zapobiegliwie jabłka obrałam i wydrążyłam, choć nie planowałam jabłek z sokownika do czegoś zastosować. Ale zastosowanie się znalazło. W postaci babci. W związku z brakiem obiadu dla babci, co związane było oczywiście z produkcją soku, babcia dostała wielką porcję ryżu z jabłkowymi odpadami. Pochłonęła morderczą niemal porcję i poszła spać. Wczoraj była powtórka. Dziś też będzie. Może jutro ją oszczędzę. Ale tych odpadów jest cała micha, więc po upchnięciu ich w słoiki, mam obiady dla babci na szereg dni. Błogosławiony reset - babcia nigdy nie pamięta, co jadła dzień wcześniej na obiad, więc nuda jej nie grozi.

Nie pamiętam, kiedy jadłam kupny dżem. Albo pomidorówkę na koncentracie. Na szczęście miejsce  w piwnicy jeszcze jest ;-). Każdy ma jakiegoś bzika...


środa, 15 czerwca 2016

Front babciny czyli gerontologia w praktyce. Odc. 86 - Skrytka.

Najlepszym schowkiem na wszystkie zdobyczne skarby jest łóżko. Jeśli coś nagle ginie w domu, są dwie możliwości: albo zapomniałam, gdzie to położyłam, albo uprowadziła to babcia. Oczywiście najpierw podejrzewam babcię, następnie siebie, jeśli babcia jednak okazuje się niewinna. Pod jej poduszką najczęściej znajdują się niemal wojenne zapasy chusteczek higienicznych oraz drobniaki. Ale nie tylko. Znajdowałam już tam moje okulary, łyżeczki albo portfel czy porwane z suszarki moje skarpetki lub majtki. Pewnie były jeszcze inne pomniejsze przedmioty, np. długopisy i książki, o których już nawet nie pamiętam. Bo zachomikowanie nie ma względu na wartość, wielkość i kształt. Choć z powodu tych dwóch ostatnich nie zawsze można coś wpakować pod poduszkę...

Wracam do domu. Babcia śpi w nogach łóżka, w poprzek. Na środku łóżka leży natomiast średniej wielkości słoik z robionym tego dnia przecierem pomidorowym. Cóż za szacunek wobec mojej ciężkiej pracy...

sobota, 11 czerwca 2016

Front babciny czyli gerontologia w praktyce. Odc. 85 - Blaski.

Wielka cisza trwa. Jakoś powoli się przyzwyczajam, ale bywa z tym trudno. Udało się jednak co nieco sprawdzić. W minionym tygodniu wybrałyśmy się do przychodni na badanie słuchu, bo była taka akcja. Przychodnia jest blisko, więc wpakowałam babcię w wózek i się przespacerowałyśmy. Babcia bez większych oporów dała się ubrać i wyprowadzić z mieszkania. Obyło się bez krzyków i protestów. W przychodni nie było kolejki, a w gabinecie zastałam znajomą, więc to kolejny plus. Znajoma zajrzała do uszu - w jednym, na które babcia nie słyszy od dzieciństwa, jest korek; drugie, na które ogłuchła niedawno, jest przekrwione. Jedno i drugie wymaga wizyty u laryngologa. Zobaczymy, na kiedy uda się coś zorganizować. Słuchu niestety nie dało się zbadać, gdyż mózg babci był "gdzieś, lecz nie wiadomo, gdzie". Trudno.

Po wizycie babcia nadal była w niezłej formie, więc pojechałyśmy na zakupy na pobliskim ryneczku. Dostała pączka z serem, którego zajadała z apetytem w trakcie jazdy między straganami. Upaprała buzię lukrem i wyglądała rozkosznie, a potem wiozła na kolanach sałatę i koperek. Po powrocie spałaszowała znaczne ilości śniadania i poszła spać. Wypad można zaliczyć do kategorii udanych.

Dla odmiany dziś babcia z kotem zafundowali mi szalone śniadanie. Babcia jadła już swoją parówkę. Ja swojej zdążyłam zrobić kęs. W tym czasie kot postanowił pomóc babci w jedzeniu jej porcji. Gdy za moją małą namową wycofywał się z tego pomysłu, wylał na stół (i na mnie) herbatę (zimną na szczęście). Gdy likwidowałam szkody wyrządzone przez kota, babcia bezskutecznie na pustym już talerzu szukała jeszcze parówki. Oddałam jej swoją, a sobie wstawiłam jajka. W jedzeniu kanapki z jajkiem też mi pomogła. 

czwartek, 2 czerwca 2016

Front babciny czyli gerontologia w praktyce. Odc. 84 - Home, sweet home

Wielkim krokami nadeszły badania (dys)kwalifikujące babcię do zabiegu ściągnięcia zaćmy. Miejsce, które jawiło się jako szansa na szybszy termin tego zabiegu, okazało się totalną katastrofą. Pomysł na zabieg został potraktowany jako szkodliwa fanaberia wyrodnej wnuczki. Poza tym pani doktor otwarcie powiedziała, że lepiej byśmy ten zabieg zrobiły w szpitalu, bo tam mają intensywną terapię. No to zostałyśmy przy opcji szpitalnej i czekałyśmy na wieści z tegoż. Przysłali termin badań i listę rzeczy, które należy zabrać. Termin był na dzisiaj, ale przygotowania zaczęły się wczoraj. Kąpielą. Udało się wśród krzyków i pomruków niezadowolenia za drugim podejściem. Dziś wstałam wcześniej. Naszykowałam ubranie i dokumenty. Gdy przyszedł odpowiedni moment, obudziłam babcię. Udało się ją ubrać za drugim podejściem przy akompaniamencie lekkiej szarpaniny. Nawet udało mi się odwieść ją od pomysłu ponownego wpakowania się do łóżka. Zakotwiczyłam ją w kuchni. Przyjechała po nas Paula (Bogu dzięki, nie jechałyśmy taksówką). Otworzyłyśmy drzwi. Babcia poczuła powiew powietrza z klatki. I stwierdziła, że nie wychodzi. Krzyki. Tłumaczenia. Zaciśnięte w złości oczy. Udało się za drugim podejściem. Tylko dlatego że popierdzieliły się jej kierunki i zamiast cofnąć się w głąb mieszkania, zaczęła wychodzić na klatkę. Jakoś poszło. Zeszła z trzeciego piętra, mrucząc "ja nie chcę, ja nie chcę" i ledwo powłucząc nogami. Do samochodu weszła bez problemu. Zajechałyśmy. Otworzyłyśmy drzwi. I koniec. Babcia postanowiła nie wysiadać z samochodu. Próbowałyśmy długo i na różne sposoby. Prośbą i przekupstwem. Nic. Zero kontaktu. Tylko "idź precz" i "zostaw mnie". Ostatecznie zrezygnowałam. We dwie dałybyśmy radę wyciągnąć ją z samochodu. Tylko po co? Bo przecież nie wiadomo, czy dałaby się zbadać. Może tak. Może nie. Wróciłyśmy do domu. Po drodze zasnęła. Pod domem bez większych oporów wysiadła z samochodu. Na trzecie piętro niemal wbiegła po schodach. Sama. Bez niczyjej pomocy. Złość znikła z jej twarzy. Wrócił kontakt.

W domu:

- Nie chciałaś iść do pana doktora.
- Nie.
- Zbadałby ci oczka.
- Po co? Dobrze mi.

I wpakowała się do łóżka. W ubraniu. Zostawiłam ją w spokoju.

W związku z powyższym za niestawienie się w terminie z ważnego powodu (czy chęć pozostania w samochodzie jest ważnym powodem?) babcia zostanie wykreślona z listy oczekujących na zabieg. Także tego.